Jan Bors (ČT): Będę szczęśliwy, jeśli Ewa Farna powie, że wystartuje w Eurowizji!

W wielkanocną sobotę Dziennik Eurowizyjny ma małą niespodziankę dla wszystkich fanów Czech! Już 20 kwietnia Kasia Moś wystąpi w Pradze, a dziś przed Wami wywiad z czeskim szefem delegacji eurowizyjnej – Janem Borsem – o zmianach jakie zaszły u naszych południowych sąsiadów, o reakcjach na ubiegłoroczny awans, o Czechii i … Ewie Farnie.

W jaki sposób zostałeś szefem delegacji czeskiej?

Pracowałem przy największych telewizyjnych formatach rozrywkowych telewizji czeskiej takich jak np. „Taniec z Gwiazdami” i rok temu zostałem zapytany, czy zechciałbym być szefem delegacji. Oczywiście zgodziłem się bez namysłu bo to wymarzona oferta.

Eurowizyjna historia Czech dzieli się na dwa etapy – pierwszy to lata 2007-2009 i trzy porażki, a drugi to ten od 2015 gdy Wasza piosenka była faworytem fanów, w 2016 gdy po raz pierwszy awansowaliście do finału i teraz, gdy Martina Barta jest bardzo aktywna w okresie promowania się przed Eurowizją. Jak do tego doszło i jak duży miałeś na to wpływ?

Musicie wiedzieć, że wszystko osiągnęliśmy pracą zespołową – jesteśmy małym teamem i wszyscy byliśmy zaangażowani w zmiany, postępy  i rozwój. A wszystko jest bardzo proste – wzięliśmy się za ten projekt na poważnie, bardzo lubimy naszą pracę i chcemy ją z roku na rok wykonywać coraz lepiej. Chcemy podejść do tematu bardziej kompleksowo, podnosić poprzeczkę i uczyć się z doświadczeń minionych lat. Myślę, że w takim duchu działa cały team, a przynajmniej powinien tak działać. Jeśli ktoś z nas nie ma w sobie tego zapału i zaangażowania, nie znajdzie miejsca w naszej ekipie. Wciąż uczymy się nowych rzeczy, przyswajamy eurowizyjną atmosferę i myślę, że wszystko będzie jeszcze lepiej w kolejnych latach bo skupiamy się na postępach i wykorzystujemy nasze doświadczenie w najlepszy możliwy sposób. Strategią jest działanie krok po kroku, budować wszystko po kolei, stawiać na jakość a nie na pośpiech i szukać źródeł ewentualnych problemów. 

Jaka jest strategia na ten rok – jakie macie cele i oczekiwania?

Będziemy szczęśliwi, jeśli przesłanie utworu zostanie zrozumiane i będzie miało wpływ na ludzi. Zawsze szukamy czegoś więcej niż tylko utworu. Nie chcemy być tylko fajni i dobrzy – chcemy mieć coś do powiedzenia, zwłaszcza teraz, gdy tak wiele rzeczy złych dzieje się na świecie i w naszych głowach. Chcemy dać ludziom znać, że wszystko będzie lepiej, jeśli zaczniemy się o siebie troszczyć, a nie ze sobą walczyć. I o to chodzi w „My Turn” – należy zacząć od siebie. Jeśli to zostanie zrozumiane, będę zadowolony. Oczywiście chcemy być w finale i to jest nasz główny cel – by szerzyć przesłanie utworu w jak największym zasięgu.

Jakie były reakcje Czechów i lokalnych mediów na ubiegłoroczny awans i finałowy rezultat?

Trzeba przyznać, że awans do finału zmienił nastroje na bardzo pozytywne względem Eurowizji. Zwłaszcza, że wciąż jest jeszcze daleko do ideału i ciężko jest powiedzieć, czym dla Czechów jest ten konkurs. Reakcją było „WOW” – udało nam się! Tak, jakbyśmy awansowali do mistrzostw świata w piłce nożnej. Ale później przyszedł finał i zajęliśmy jedno z ostatnich miejsc. Pozytywnym aspektem było to, że media zainteresowały się tematem i wszyscy cieszyli się z sukcesu. 

Czy Eurowizja jest teraz bardziej popularna niż jeszcze kilka lat temu?

Widzę ogromne zmiany. Oczywiście, ludzie w większości powiedzą, że nie oglądają i że nie wiedzą co to, ale jak trzeba, to wiedzą wszystko o konkursie. Eurowizja jest tu bardziej popularna, ale myślę, że potrzeba jeszcze paru lat, by wszystkim pokazać jak wysokiej jakości show rozrywkowym jest ten konkurs. 

(fot. Mateusz Grzesiński [środek] oraz Jan Bors [po prawej] – szefowie delegacji Polski i Czech)

Jakie macie plany na przyszłość? Czy Czechom będzie teraz łatwiej potwierdzać udział w Eurowizji bez żadnych wątpliwości?

Bardzo chciałbym tak powiedzieć, ale nie mogę. Naprawdę chciałbym Ci powiedzieć, że będziemy startować w Eurowizji co roku, że ruszymy z preselekcjami narodowymi w formie wielkiego show (co jest moim marzeniem) i że zawsze będziemy częścią konkursu. Jestem jednak pewien, że się uda, bo to prawdopodobnie jedyna możliwość zaprezentowania czegoś o swoim kraju, czegoś z czego jesteśmy dumni, a także do dzielenia się pomysłami, ideami, kulturą i tradycjami. To zdecydowanie najlepsze co daje Eurowizja – można się wiele nauczyć, jeżeli ma się do tego dobre nastawienie.

Czy telewizja czeska mogłaby nakłonić Słowaków do powrotu na Eurowizję?

Nie jestem pewien. Jeśli zależałoby to ode mnie, zachęcałbym ich do uczestnictwa, bo daje to co najmniej dwie korzyści. Możliwość reprezentowania całego kraju i pokazania go światu. Druga to już kwestie związane z rozwojem – wszyscy którzy są w konkurs zaangażowani i kochają rozrywkę mogą usprawnić swoje umiejętności w tej dziedzinie, co przełoży się na wyższą jakość telewizji w kraju.

Czy kiedykolwiek zobaczymy nazwę „Czechia” zamiast „Czech Republic” podczas Eurowizji?

Może, nie wiem. Wciąż wolimy „Czech Republic” bo to nazwa tradycyjna i przyzwyczailiśmy się do niej, więc nie widzimy powodów by to zmieniać. Tak naprawdę znaczenie jest identyczne, więc w sumie za rok może być to „Czechia”. 

Ponieważ wywiad jest przygotowany dla polskich czytelników, muszę spytać o jeszcze jedną sprawę – myślisz, że Ewa Farna mogłaby reprezentować Czechy lub Polskę podczas Eurowizji?

Czytasz w moich myślach? To marzenie dwóch państw – tak sądzę! Byłbym niezwykle szczęśliwy, gdyby Ewa powiedziała „wchodzę w to”! I nie ma znaczenia dla którego z państw. To gwiazda, wspaniała profesjonalistka i cudowna osoba – kochamy ją tutaj i wiem, że wy też ją kochacie!

Wywiad przeprowadzony przez Macieja Błażewicza, fot. Facebook

One comment on “Jan Bors (ČT): Będę szczęśliwy, jeśli Ewa Farna powie, że wystartuje w Eurowizji!
  1. Zastanawiam się dlaczego Bors chciałby widzieć Farną na Eurowizji. Ona przecież dawno już mówiła, że nie chce wybierać , który kraj chce reprezentować (Polskę czy Czechy), gdyż nie chce przez to zrażać fanów z drugiej strony. A jeśli miałaby już jechać na konkurs to najlepiej z piosenką w stylu „Cicho”.

Komentarze są wyłączone


  • RSS